W każdej ludzkiej historii obecny
jest element psychologiczny. Zawód urzędnika, zwłaszcza w polskiej odsłonie,
jest od zawsze obiektem moich kpin i złośliwości. Zjawisko biurokracji jest dla
mnie jednym ze zjawisk najbardziej niezwykłych, absurdalnych i idiotycznych,
choć oczywistym jest, że państwo bez urzędów istnieć nie może. Tyle, że gdyby
zlikwidować 50% istniejących urzędniczych stanowisk, najprawdopodobniej cały
aparat państwowy, szczególnie zaś Skarb Państwa, głęboko by odetchnął. Z całą
zaś pewnością odetchnęliby obywatele.
W moim odczuciu machina biurokratyczna jest przede wszystkim w miarę wygodną przechowalnią pracowników nieudolnych, nietwórczych i pozbawionych jakichkolwiek szczególnych ambicji czy pomysłu na własne życie, choć ta reguła, jak każda, ma swoje wyjątki. Spotykam wielu urzędników kompetentnych, kulturalnych, a przy tym uprzejmych, przystępnych i sympatycznych. Czasami trafiam jednak na tępych, upartych, intelektualnie i interpersonalnie ograniczonych, a przy okazji niemiłych, wyzutych z umiejętności rozumienia czyjejś trudnej sytuacji i zazwyczaj kompletnie pozbawionych poczucia humoru.
W moim odczuciu machina biurokratyczna jest przede wszystkim w miarę wygodną przechowalnią pracowników nieudolnych, nietwórczych i pozbawionych jakichkolwiek szczególnych ambicji czy pomysłu na własne życie, choć ta reguła, jak każda, ma swoje wyjątki. Spotykam wielu urzędników kompetentnych, kulturalnych, a przy tym uprzejmych, przystępnych i sympatycznych. Czasami trafiam jednak na tępych, upartych, intelektualnie i interpersonalnie ograniczonych, a przy okazji niemiłych, wyzutych z umiejętności rozumienia czyjejś trudnej sytuacji i zazwyczaj kompletnie pozbawionych poczucia humoru.
Miewam wrażenie, że dużo prościej byłoby wynegocjować wypłatę gotówki z
zepsutym bankomatem, niż spowodować, by pani Krysia czy Helenka nadały bieg
jakiejkolwiek, najprostszej nawet sprawie. Tym bardziej, że z urzędniczego
punktu widzenia, nawet sikanie nie jest tak po prostu proste.



