Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Książki. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 listopada 2020

Tu leży pies pogrzebany. Recenzja książki Jakuba Gończyka

Podobno ten, kto służy w Policji, nie śmieje się w cyrku. Zasada ta dotyczy wielu branż, ale mundurowych chyba szczególnie. Mawia się czasem, że państwowe służby to ostoja wszelkiej patologii. Zgadzam się z tym, przynajmniej w części. Do Policji trafia wielu idiotów, a szczególna hierarchia i dyscyplina służbowa to czynniki budujące bardzo specyficzne środowisko.

Niejeden psychopata marzy o wyrywaniu lasek na mundur, blachę i klamkę. W Policji służą jednak także ludzie dzielni i skłonni do najwyższych poświęceń, wrażliwi na ludzką krzywdę i do szaleństwa odważni, nieprzeciętnie inteligentni i bezkompromisowo praworządni. Wykonują niebywale trudną pracę. Balansowanie pomiędzy moralną powinnością i prywatnymi emocjami a służbowym obowiązkiem, od każdego prawdziwego psa wymaga nie lada elastyczności.     
 
 
 

Po drugiej stronie jest masa, zwana społeczeństwem. Coraz bardziej roszczeniowi obywatele, którzy z telewizyjnych seriali czerpią rzetelną wiedzę o swoich niezbywalnych prawach. Wymachujący szabelkami pieniacze, zgłaszający w prokuraturze, że podczas interwencji policjant rozerwał im dżinsy. Wymagający podatnicy, narzekający na nieudolność Policji i jednocześnie permanentnie utrudniający jej pracę - głównie z powodu patologicznie rozumianej solidarności z lokalnym marginesem społecznym. Coraz bardziej biegli operatorzy telefonicznych kamer, nagrywający emocjonujące materiały z policyjnych interwencji. Tzw. internauci, publikujący filmy, na których funkcjonariusz używa słów niecenzuralnych albo kopie śmierdzącego lumpa w dupę. Policja jest zła, kiedy nie interweniuje. Jeszcze gorsza, kiedy działa. Ot, syndrom prawdziwego Polaka. 
 

środa, 28 października 2015

Slash

Slash and A. Bozza, Slash, Kagra, Poznań 2010 

Slash jest moim ulubionym gitarzystą. Nie uważam go za wirtuoza, bo nie o to chodzi. Z upływem czasu coraz mniej interesują mnie gitarzyści grający z prędkością światła i precyzją szwajcarskiego zegarka. Uważam, że największe znaczenie ma uczuciowy przekaz tworzonej muzyki i emocjonalny kontakt z publicznością. Jako gitarzysta przykładam oczywiście wielką wagę do techniki gry, ale wiem też, że dla przeciętnego odbiorcy ma ona znaczenie niewielkie lub zgoła żadne. A w każdym razie - większość ludzi nie odróżnia  shreddingu od wymiatania ani  strummingu od boom chicku i zazwyczaj nie robi też na nich wrażenia nawet wyjątkowa gitarowa perfekcja. Po prostu – jeśli to, co grasz, podoba się tobie i trafia do twoich słuchaczy, to jest to właśnie to, o co chodzi, nawet jeśli przez godzinę tłuczesz jeden dźwięk na jednej strunie. Choć, skądinąd, takich rozwiązań nie polecam. Estetyka, będąca rzeczą bardzo względną, ma oczywiście ogromne znaczenie, a wybitni gitarzyści niezmiennie mi imponują.